O uczeniu się. Część 1. Koncentracja czy rozpraszanie.

 

          Tym felietonem rozpoczynam pewien cykl artykułów, który będzie poruszał problem „uczenia się” ludzi. Cykl będzie otwarty ponieważ inspiracją do pisania poszczególnych felietonów będzie lektura literatury tematu, ale myślę, że nie tylko. Cykl nie będzie zamkniętym opracowaniem mającym rozdziały, początek i koniec. Będzie natomiast zbiorem refleksji na temat uczenia się ludzi. Nie tylko dorosłych.

 

          Jako „niepedagog”, jako „niesocjolog”, jako „niepsycholog”, ale jako inżynier mechanik konstruktor, który wie jak zaprojektować pewne elementy aby wytrzymały jakieś obciążenia i lubi mówić o konkretach, jako magister inżynier, który wie jak zadaje się pytania i jak szuka się odpowiedzi, jako osoba lubiąca czytać książki z różnych dziedzin i w końcu jako szkoleniowiec i trener, który lubi swoją pracę i dokształca się w tym zakresie, zadaję sobie w sumie jedno proste pytanie.  Jak to jest, że się uczymy? Oczywiście mogę to natychmiast rozwinąć o kolejne pytania. Jak motywować do nauki? Jak inspirować do poszukiwań? Jak wspierać w odkrywaniu? Jak wzbudzać kreatywność? Jak nie tłumić kreatywności? No może wystarczy.  O tym wszystkim można rozmawiać godzinami, ale tutaj chcę się skoncentrować na jednej myśli przewodniej. Myślę, że już wiesz Czytelniku do czego zmierzam. Zatem na koniec wstępu powtórzę kluczowe, nieco zmienione pytanie, które będzie spójnikiem całego cyklu. Jak pomóc w uczeniu się?

 

          Zacznę od zadania pytania. Pamiętasz jak w szkole podstawowej i średniej wyglądała twoja klasa? No może niekoniecznie chodzi mi o kolegów i koleżanki, a o sale, w których odbywały się zajęcia. A wiesz jak wyglądają sale w przedszkolach i w zerówkach. Są surowe, czy kolorowe? Ściany są ozdobione, czy puste? W mojej szkole podstawowej ściany były często zapełniane pracami uczniów, mapami, zdjęciami  itp. W szkole średniej na ścianach były prace dyplomowe, różne eksponaty, tablice edukacyjne itd. A w przedszkolach? Ściany są zapełnione przeróżnymi kolorowymi ozdobami. Także na oknach jest ich pełno. Wcale się temu nie dziwię.

          Dlaczego tak jest? Zacznę od przedszkola. Tam jest przyjaźnie, miło, kolorowo i wesoło. Dzieci mają się tam w końcu dobrze czuć. Bez mamy i taty, ale trochę tak jak w domu. Teraz podstawówki. Liczne plansze, zdjęcia, prace uczniów, tablice edukacyjne i zdjęcia poetów. Wymieniać można długo. Pamiętam, że na nudnych lekcjach miło było zawiesić oko na jakimś zdjęciu i myśleć o niebieskich migdałach. W szkołach średnich, liceach ale i gimnazjach też jest wiele eksponatów na ścianach. Może bardziej naukowych, jeśli tak można powiedzieć. Wchodzi się do sali i po eksponatach i tablicach wiadomo czy to klasa od „przedmiotów ścisłych”, czy „humanistyczna”. W tych placówkach ma być ciekawie. Oczywiście mogłem dokonać tutaj jakichś skrótów myślowych, ale nie ma to większego znaczenia, pytanie bowiem brzmi: jak wyglądają sale w szkołach i przedszkolach? Nie pomylę się chyba jak uogólnię i stwierdzę, że są zapełnione „różnymi kolorowymi treściami”. Czy ten fakt ma znaczenie w procesie uczenia się? Okazuje się, że tak.

 

          Pani Anna Fisher prowadziła seminarium licencjackie na Carnegie Mellon University i zadała sobie pytanie jak wizualne bodźce w postaci wystroju ścian oddziałują na dzieci, których uwaga ulega rozproszeniu o wiele łatwiej niż studentów? Studentka pani Fisher, Karrie Godwin opracowała pewien eksperyment z udziałem przedszkolaków aby się tego dowiedzieć. Wyglądał on następująco. Przedszkolaków ze szkoły na uniwersyteckim kampusie podzielono na dwie grupy liczące po dwanaście osób. Jedną grupę umieszczono w klasie z pustymi ścianami, a drugą w klasie udekorowanej przez autorkę eksperymentu. W tych odmiennych warunkach dzieci wysłuchały trzech artykułów. Badacze sfilmowali zajęcia a potem przeanalizowali jak uważnie każdy przedszkolak wysłuchał tego „mini wykładu”.  Gdy przeczytano wszystkie teksty zadano dzieciom pytania dotyczące lektury. Okazało się, że przedszkolaki, które były w sali o pustych ścianach bardziej uważały w trakcie zajęć i uzyskały lepszy wynik podczas sprawdzania zrozumienia wysłuchanego tekstu. Ciekawe nieprawdaż?

 

          Nie wiem, czy (gdyby to ode mnie zależało) zdecydowałbym się na sterylne sale w przedszkolach i szkołach, aby uzyskać możliwie najlepsze wyniki w nauce dzieci i młodzieży. Jednak wyniki takich badań dają do myślenia. Zdolność do koncentracji u ludzi dorosłych także nie jest rzeczą oczywistą. Rozproszyć uwagę w czasie „uczenia się” (maluchy w przedszkolach, młodzież w szkołach i domach, dorośli na szkoleniach) jest w sumie bardzo łatwo. Ten ciekawy eksperyment pokazuje, że stwarzając „miłe, kolorowe otoczenie” w pewnym sensie robi się błąd. Nasuwa mi się w związku z tym pytanie, jak zachować równowagę?

 

          Eksperyment przytoczony w felietonie opisany jest w artykule „Nauka uczenia” autorstwa Barbary Kantrowitz zamieszczonym w numerze 9/2014 miesięcznika „Świat Nauki” (polska edycja „Scientific American”).

 

05 październik 2014

Przemysław Spych